piątek, 7 grudnia 2018



Nie ogarniam...

Czas spojrzeć prawdzie w oczy...

Nie wiem czy zawsze tak było, czy to natłok obowiązków spowodował, że zwyczajnie nie wyrabiam. Z pewnością odkąd jestem podwójną mamą, "nie ogarniam" znacznie częściej. Są takie dni, że czas ucieka jak szalony, a ja mam wrażenie, że nie zrobiłam nic.Bałagan w domu? No cóż, do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ostatnio trafiłam na fajny tekst: kurz leży, to i ja poleżę. Czasem trzeba i tak, żeby się nie zajechać. Kilka dni temu miałam luźniejszy dzień i tak wysprzątałam salon, że starszak pytał czy będziemy mieli gości. Porażka nie?
Dwudaniowy obiad? Bedzie... jak pójdziemy do restauracji. Nic się też nie stanie jak raz obiadu nie będzie wcale! I to mówię ja, zwolenniczka zdrowego żywienia, ale również - zdrowego rozsądku! :)
Wyjazd rano do przedszkola, to zawsze ogromne wyzwanie. Uszykować wszystkich na czas graniczy praktycznie z cudem. To się spóźnimy, to czegoś zapomnimy. Zdarza się.

Nie ma się czym chwalić prawda?
Założę się jednak, że nie jestem sama.
Kto ma odwagę się przyznać?

Internet stara się nam wmówić, że wszystko jest idealne. Idealnie wymalowane mamusie, w idealnie zaprojektowanych i wysprzątanych na błysk domach, pieką waśnie piękne pierniczki. Oglądamy to wszystko z poczuciem winy i jesteśmy na prostej drodze do załamania, lub wykończenia, bo "też dam radę, jeśli ona daje". Wszystko ładnie, pięknie. Nie zapominajcie jednak, ze to zwykła kreacja, moment. 

W rozmowach ze znajomymi coraz częściej słyszę: nie daję rady, nie ogarniam, skąd brać na to wszystko czas i siły. Do tego wpisu również zainspirowało mnie takie wyznanie ;)
Dziś chcę przekazać Wam wszystkim: Nie martw się, nie jesteś sama, ja też nie ogarniam!

Ostatni post na blogu pojawił się... w kwietniu! Kiepska ze mnie blogerka., jakoś to przeżyję. Komputera praktycznie nie odpalam, a pisanie na telefonie dłuższych tekstów doprowadza mnie do szału. Dziś też miał to być krótki tekst na facebooku... jednak troszkę się rozpisałam i postanowiłam opublikować go tutaj, "ku pamięci".
Kilka dni temu pochwaliłam się, że pieczemy pierniczki [przecież wszyscy pieko :D], a kiedy padło pytanie o przepis... musiałam przyznać, że moje nie były z babcinego przepisu, tylko z... kartonu!

Piszę to wszystko teraz z Heleną w chuście, gdyż każda próba odłożenia kończy się klęską.
Idą kolejne zęby i jeśli bliskość to jest to czego w tym momencie jej potrzeba, wszystko inne może poczekać. Piszę to, żebyście wiedziały, że inni też tak mają.

My kobiety, mamy taką jedną cechę, że wszystko chciały byśmy mieć pod kontrolą. Ogarniamy tysiąc rzeczy na raz: zajmujemy się kilkoma dziećmi jednocześnie robiąc zupę i pisząc coś drugą ręką. Zajmujemy się domem, mężem, dziećmi bardzo często pracując jeszcze do tego zawodowo! [w tym miejscu muszę się zatrzymać i to głośno powiedzieć: wielki szacunek dla tych mam, które łączą dom, rodzinę i pracę zawodową). Zawsze trzymamy rękę na pulsie.

Chociaż nie musimy.

Chcę Wam dziś przypomnieć, że świat się nie zawali, jak troszkę wyluzujemy. Damy sobie przestrzeń do popełniania błędów czy odpuszczenia pewnych rzeczy. Mamy prawo, być zmęczone. Nie musimy również wszystkiego robić same. Nie bójmy się prosić o pomoc, jeśli takowa jest w pobliżu [jeśli tatuś jest w pobliżu równie dobrze potrafi zająć się domem i dziećmi, naprawdę :) - chociaż to temat na zupełnie inny wpis].

Będzie mi miło, jeżeli zostawicie po sobie ślad, podzielicie się skrawkiem waszego życia w komentarzu

czwartek, 12 kwietnia 2018



Czterolatek to już całkiem "dorosły" chłopak.
Zna się na wszystkim, na wszystko ma odpowiedź a jeśli czegoś nie wie potrafi zadawać tysiące pytań na minutę. Nie robi przerw w poznawaniu świata i odkrywaniu jego tajemnic.

Czasami padnie taki tekst, że dosłownie nie wiadomo co powiedzieć.

Tak się przyjęło, że spisuję te najciekawsze rozmówki na pamiątkę dla potomnych.
Zeszłoroczne dialogi i pomyłki językowe możecie przeczytać klikając ten LINK

Dzisiaj dzielę się z Wami najnowszymi dyskusjami z czterolatkiem. Niektóre są śmieszne, niektóre łapiące a serce a pozostałe to wymądrzania, które aktualnie są u nas najczęstsze. Mam nadzieję, że to minie, a ponoć nadzieja umiera ostatnia :)

 Koniecznie w komentarzu napiszcie, jaki ciekawy dialog ostatnio przeprowadziliście ze swoimi pociechami.

Głuptasy

Podczas jazdy samochodem toczą się zawsze najciekawsze rozmowy...

A: Mamo patrz lampki (świąteczne)!

Ja: Gdzie?

A: No przed chwilą widziałem tam... świecące lampki...

Ja: Muszę patrzeć na drogę więc nie zauważyłam...

A: Już dawno nie ma świąt a ktoś zapomniał zdjąć. Ło jeju co za głuptasy



Na placu zabaw

Chłopcy siedzą obok siebie na ławce, Antek siada z początku obok a nagle staje przed nimi i oświadcza: Nie, Nie, teraz ja stoję tu i będę KRÓLEM



Dom

Wracamy z przedszkola, Antek nie chce jechać do domu tylko jakiegoś kolegi

A: Pojedziemy do X?

Ja: Ale ja nawet nie wiem gdzie on mieszka

A: Ale ja wiem

Ja: Tak, a gdzie?

A: No w domu!

Ja: Ale nie wiemy w jakim

A: NO w SWOIM



Nie umiem spać...

Ja: Jemy kolację i idziemy spać

A: Ale wiesz mamo, że ja nie zasnę?

Ja: Czemu?

A: No mówiłem ci, ja nie umiem spać!

Ja: Na pewno umiesz, a wczoraj też nie spałeś?

A: Nie, tylko udawałem

Ja: Aha, to dziś też mógłbyś poudawać?

A: Nie, bo to niegrzeczne przecież!



O przyszłości

Ja: Kiedyś pewnie będziesz mieszkał ze swoją żoną a nie mamusią

A: Ale... z jakąś nową?

Ja: No tak, poznasz jakąś dziewczynę i będziesz miał swoją rodzinę...

A: Ale ja lubię tylko moją starą mamusię!



Za kilka dni: Ale pamiętasz mamo, że ja jak dorosnę to się nigdy od Was nie wyprowadzę?

Innym razem: Znajduję gdzieś bransoletkę, którą dała mu babcia do zabawy, a za plecami słyszę: Mamo zostaw, to dla Zuzi nie dla Ciebie!



Takie tam, rozmowy o życiu

Antek siedzi dość długo w WC zamknięty z kotem

Ja: Antoś robisz kupkę czy co?

A: Nie, tak sobie tu rozmawiamy o życiu...



Chciałabyś...

Oglądam filmik z popularnego w internecie tańca studniówkowego

A: (z uśmieszkiem) Chciałabyś tak sobie zatańczyć ze swoim mężem co?

Ha ha chyba pomylił z pierwszym tańcem weselnym :)



Relaks

Podczas kąpieli. Antek rozkłada się we wannie i mówi do siebie:
- A teraz się połóż i zrelaksuj
Musiał zauważyć moją zdziwioną minę bo obraca się do mnie i pyta:
- A ty w ogóle wiesz co to znaczy 'zrelaksuj' ???

Ja w myślach: nie synu odkąd mam 2 dzieci to nie wiem...



Materialista ale kochający

Kładziemy Helenkę spać

A: Kocham cię Helenko. Jesteś dla nas bardzo Ważna wiesz? Jak takie małe złoto



Dzidziusie takie są

Helena ma zły dzień, dużo płacze i praktycznie jest nieodkładalna. Kiedy udaje mi się ją uśpić idę do starszaka z wyrzutami sumienia...

Ja: Widzisz, Helenka ma dzisiaj zły dzień i dlatego tak płacze

A: Oj mamo, dzidziusie już takie są , że ciągle płaczą, nie wiedziałaś?



Oczekiwanie

A: Helenko, wiesz, że nie mogłem się Ciebie doczekać jak byłaś w brzuszku mamy.

Ja: Ja pamiętam, ale w końcu się doczekałeś

A: Noooo, jak helenka będzie starsza to też będzie chciała mieć takiego dzidziusia, prawda Helenko? I mama Ci urodzi



Znam się na wszystkim

Po którymś z rzędu pytaniu odpowiadam na odczepne:

Ja: Nie wiem, ja się na tym nie znam

A: Co? Nie znasz się? A ja się znam na wszystkim!



Kolejna rozmowa w aucie

A: Lubię ognisko i kominek wiesz? Np. ten u babci na działce taki z kamyszkami

Ja: Ale babcia już dawno nie ma tego kominka, teraz ma taki metalowy

A: Aaaa no tak, a kto go tam przydźwigał w ogóle

Ja: No nie wiem a czemu?

A: Bo wiesz babcia jest już taką staruszką i nie może dźwigać takich ciężkich przedmiotów.



Empatia

Zbliża się dzień babci i dziadka. Robimy prezenty:

A: Dla Twojego dziadka [chodzi o mojego ojca, a dziadka Antosia] też zrobimy, ok?

Ja: Jak to dla mojego?

A: No tego co nie żyje i go zakopali...

Ja (szok!) ale chcesz mu zanieść na cmentarz?

A: Tak, żeby się nie martwił, że on nie dostał prezentu. Bo wiesz, on tam nie ma nic swojego

[nic z siebie nie wykrztusiłam bo mnie zamurowało, nim ochłonęłam Antek się przytula]

Ja: Zrobiło ci się przykro jak o tym rozmawiamy?

A: Nie przytulam cię, żeby ci nie było smutno jak mówiłem o Twoim dziadku.


środa, 28 lutego 2018

Przyznam szczerze, że jeszcze kilka lat temu kiedy urodził się Antoś nie przekonywały mnie sesje noworodkowe. Miałam o nich wręcz negatywne zdanie, dlatego nigdy się na to nie zdecydowałam... Poza tym nikt w okolicy nie zajmował się typowo takimi zdjęciami, więc był one jakby poza naszym zasięgiem (czego teraz ogromnie żałuję).
No bo jak to, kilkudniowe maleństwo, rozebrane, z jakimś wielkim kwiatkiem na głowie (dziewczynki) albo wełnianą (drapiącą!) czapą? Na pewno jest mu zimno i niewygodnie, i nie wie co się dzieje.
Moje zdanie nie było wtedy poparte żadnym doświadczeniem, a pierwsze spotkanie z Joanną Muszyńską
[o którym pisałam przy okazji sesji roczkowej] wiele mi rozjaśniło w głowie...

Od tego czasu minęło ładnych parę lat. Sesja noworodkowa to było coś o czym marzyłam od kiedy tylko dowiedziałam się o drugiej ciąży. Od samego początku wiedziałam też, że wykonanie tych zdjęć mogę powierzyć tylko i wyłącznie jednej osobie, którą jest Joanna Muszyńska - La Petite Photo. Asia wykonywała dla nas już dwie sesje i moim zdaniem jest najlepszym fotografem w okolicy. Dodatkowo jest położną noworodkową, więcz niejednym okruszkiem miała styczność.
Miałam szczęście, bo akurat wróciła z urlopu macierzyńskiego i... spełniła moje marzenie!

Jak wygląda taka sesja - od kuchni?
Maluszek  podczas takiej sesji najczęściej śpi, jest czas na karmienie, przewijanie, uspokajanie.
Pozycje w jakich jest układane dziecko, są fizjologiczne, zapamiętane jeszcze z brzuszka mamy. Dlatego ważne jest by wykonać ją w pierwszych 14 dniach od narodzin.
Pokój (studio) jest dodatkowo ogrzewane tak by okruszki czuły się komfortowo.
Osoba, która zajmuje się tego typu fotografią ma (a przynajmniej powinna mieć - warto to sprawdzić) ukończony specjalny kurs poświęcony pracy z takimi maluchami.
Dobry fotograf poświęca nawet 5 godzin na zrobienie sesji noworodkowej, aby zapewnić maleństwu i jego rodzicom jak największy komfort.

Helenka nie była łaskawa i przy prawie każdym ułożeniu trzeba się było nagimnastykować, by zechciała zamknąć oczy, albo chociaż leżeć nieruchomo. Karmiłam ją chyba kilkanaście razy, bo najlepiej zasypia się przecież przy piersi mamy. Jednak nie tym razem...
Nasza królewna zdawała się robić na złość, a dodatkowo kiedy tylko ściągałam pieluszkę postanowiła zaskoczyć nas kupką i siusianiem (albo obiema jednocześnie). Ja byłam załamana, ale widać było, że dla wprawionego fotografa to norma :D
Biegający 4-latek nie ułatwiał sprawy, ale chciałam by również miał zdjęcie z maleńką siostrzyczką. Przekonaliśmy się, że przy takiej sesji trzeba naprawdę dużo cierpliwości i wielu prób.

Na efekty trzeba było troszkę poczekać, jednak zdecydowanie było warto! Uwielbiam każdy kadr z tej sesji. Jest na nich mnóstwo miłości, emocji i ciepła... Dokładnie to, co powinno się znaleźć na fotografiach rodzinnych. Mogłabym oglądać je bez końca, a część od razu wylądowała w ramkach na ścianie. Zdecydowanie są warte każdych pieniędzy!

Co by nie być gołosłowną, dzielę się z Wami tymi arcydziełami poniżej ⬎










 








piątek, 5 stycznia 2018


Szpital - na sam dzwięk tego słowa krzywi się nawet wielu dorosłych. Jest to miejsce, które przywołuje raczej złe wspomnienia. Nie ma się więc co dziwić dzieciom, kiedy trudno im zaakceptować zmiany. Jednak czasami zachodzi konieczność hospitalizacji i nic nie możemy na to poradzić.

Nie sądziłam, że nas to spotka, i to na tak wczesnym etapie życia małej królewny, ale jak trzeba, to trzeba! Przy tak małym organizmie nikt nie weźmie odpowiedzialności za leczenie w domu. Lepiej być pod stałą obserwacją, by w razie potrzeby zadziałać natychmiast. Musiałam więc zaufać lekarzom i trafiliśmy na oddział dziecięcy. Z jednej strony przerażało mnie, że ona jest taka maleńka. Z drugiej jednak dobrze, że nie jest jeszcze na tyle świadoma i nie przeżywa tego jak inne maluchy.

Pierwsze wrażenie jest nawet miłe. Ze ścian uśmiechają sie do dzieci kolorowe postacie. Jednak kiedy widzi się cierpiące szkraby czar pryska. Wiadomo, że to nie sala zabaw...

Warunki są za to bardzo dobre. Dostałyśmy osobny pokój i choć jest mały, to najważniejsze, że dla mamy również jest łóżko, a nawet własna łazienka. Naprawdę mogło być pod tym względem o wiele gorzej. Tyle razy czytałam o spaniu na karimatach czy krzesłach przy łóżku dziecka.
Kiedy cierpi dziecko komfort matki schodzi na ostatni plan, jednak wyspana matka lepiej zajmie się maluszkiem - to pewne. Opieka jest tu cudowna i to liczy się najbardziej. Chociaż bezradnie patrzę jak ona się męczy, to mam świadomość, że specjalisci zrobili co mogli, by nie dopuścić do odwodnienia.

Zdiagnozowano jakiś adenowirus. Sama nazwa nic mi nie mówi, takich wirusów jest mnóstwo. Biegunka i wymioty. Po każdym karmieniu zamartwiałam się czy tym razem dobrze to przyjmie, czy znów wszystko zwróci.
Cały czas zastanawiam się jeszcze gdzie ona mogła to świństwo złapać, jak nawet straszak od dłuższego czasu do przedszkola nie chodził. Ale czy to ważne?

Kiedy zabierali ją na założenie wenflonu zostałam uprzedzona, że bedzie ją słychać i mam nie panikować. Dla nich to chleb powszedni, a serce matki pęka w takim momencie na kawałeczki. Może lepiej, że tego nie widzałam. Bo sam widok tego okropieństwa na małej rączce sprawił, że z trudem powstrzymywałam łzy. Później byla jeszcze kroplówka... a ona nie chciała przy niej leżeć. Coś okropnego. Nie wiem czy to jeszcze hormony poporodowe, czy poprostu zrobiłam sie taka "miętka".

Nawet jeśli maluda śpi, zza ścian słychać płacz innych dzieci. Masakra.
Nie wyobrażam sobie jak muszą nagimnastykować się mamy kilkulatków, by zatrzymać je w pokoju, a potem namówić na jakiekolwiek badanie. Wszystko to przecież jest dla nich nowe i co za tym idzie powoduje strach. Na korytarz lepiej nie wychodzić by nie złapać czegoś gorszego.

My jesteśmy tu trzeci dzień i mam nadzieje, że już ostatni. Jest poprawa. Ładnie je i przybiera na wadze. Udało się nawet przespać noc i mamy nowe siły do walki!

Ja wiem, że inni mają gorzej. Spędzają w szpitalach pierwsze miesiace, a czasem pół życia. Serdecznie współczuję i tym maluchom i rodzicom, którzy przeżywają to razem z nimi. Najgorszemu wrogowi nie życzę czegoś takiego. Nawet jeśli to "dobnostka".

sobota, 25 listopada 2017


Plan porodu - Co to takiego? Co w nim napisać i czy warto mieć go ze sobą?

Myślę, że nikogo nie trzeba przekonywać, że do tak niezwykłego wydarzenia jakim jest przyjście na świat dziecka warto się wcześniej przygotować. Prócz wyprawki czy swojego ciała, przyszła mama ( a właściwie oboje rodziców) powinni przygotować się psychicznie.

Zarówno do pierwszego porodu jak i w tym przypadku PLAN PORODU napisałam i mam go ze sobą w szpitalu? Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, aby na spokojnie zastanowić się i jasno sprecyzować SWOJE oczekiwania. Tak - oczekiwania, bo musimy zdawać sobie sprawę z tego, że plan to jedno, a życie drugie i nie zawsze możliwe jest jego zrealizowanie punkt po punkcie.

Warto o PLANIE PORODU porozmawiać również na spotkaniach ze swoją położną (którą wybieramy po 20tc.) lub w szkole rodzenia. Mi osobiście daje to większe poczucie bezpieczeństwa i poczucie, że wiem czego chcę i dam radę.

W Internecie znajdziemy wiele wzorów, a nawet gotowych formularzy, w których zaznaczamy tylko to z czym się zgadzamy czy te na czym nam zależy. [na stronie fundacji rodzić po ludzku znajduje się kreator planu porodu! polecam ].
Zanim jednak zaczniemy pisać taki plan powinniśmy zapoznać się z możliwościami szpitala, który wybraliśmy. Nie warto nastawiać się na coś, czego nie da się zrealizować.


Co zawrzeć w PLANIE PORODU?

  1. Dane osobowe:
  • imię i nazwisko,
  • planowany termin porodu,
  • lekarz prowadzący ciążę,
  • osoba towarzysząca

  1. Oczekiwania wobec miejsca i warunków porodu:
  • wybór sali,
  • możliwość korzystania z wanny/prysznica/toalety,
  • dodatkowe akcesoria takie jak piłka czy drabinka,
  • możliwość ubrania własnej koszuli, słuchania muzyki, przyciemnienia światła...

  1. Obecność osób trzecich podczas porodu:
  • wybór osoby towarzyszącej/męża/douli,
  • ograniczenie ich udziału do niektórych momentów,
  • udzielanie informacji osobie towarzyszącej,
  • wyrażenie bądź nie wyrażenie zgody na obecność studentów podczas porodu,
  • zapewnienie całkowitej intymności w niektórych momentach...

  1. Przygotowanie do porodu:
  • zabiegi przygotowujące: golenie krocza, lewatywa,
  • założenie wenflonu przy przyjęciu do szpitala
  1. Przebieg porodu:
  • informowanie na bieżąco o postępach porodu
  • zgoda na podanie oksytocyny, przebijania pęcherza, masaż szyjki itp.
  • ograniczenie KTG, badań dopochwowych
  • wybór pozycji rodzenia
  • możliwość jedzenia/picia
  • parcie spontaniczne/instruowanie na temat parcia
  • pytanie o zgodę na wszelkie badania i zabiegi podczas wszystkich faz porodu
  • łagodzenie bólu porodowego: znieczulenie zewnątrzoponowe, farmakologiczne środki łagodzenia bólu, gaz, tens,
  • nacięcie/ochrona krocza
  • cesarskie cięcie

  1. Po porodzie:
  • przecinanie pępowiny
  • kontakt „skóra do skóry”
  • możliwość pierwszego karmienia
  • zgoda na kąpiel dziecka
  • możliwość ubrania dziecka we własne ubranka

  1. Oddział położniczy:
  • obecność dziecka na sali razem z mamą/na oddziale noworodkowym
  • informacja na temat karmienia piersią/kąpieli i pielęgnacji noworodka
  • zabiegi u dzieci wykonywane w obecności rodziców
  • zgoda na szczepienia

To tak w dużym skrócie.

Przeanalizowanie poszczególnych punktów gotowego wzoru takiego, a następnie wybranie tych najbliższych naszym oczekiwaniom lub dodanie swoich pozwoli uzmysłowić sobie dokładniej co może nas czekać na sali porodowej. Powtórzę jednak  kolejny raz, że stworzenie planu nie daje [niestety] żadnej gwarancji, że będzie tak jak sobie zaplanowaliśmy. Ani poród naturalny ani nawet ten przez cesarskie cięcie to nie jest coś, co da się w 100% zaplanować. Ani matka, ani lekarz nie mają do końca wpływu na przebieg porodu.
Ponadto w każdej chwili mamy prawo zmienić zdanie. Szczególnie, gdy jest to pierwszy poród, nie wiadomo czego się spodziewać. Coś co w domu wydawało nam się idealną opcją, w trakcie nie jest już takie ważne. Np. zależy nam na porodzie całkowicie naturalnym, jednak po 12 godzinach będziemy błagać o przebicie pęcherza. Uzmysłowienie sobie tego „przed” znacznie ułatwi pogodzenie się z  tym faktem na porodówce.
Poza tym, lekarze i położne to też ludzie. Najlepiej umówić się, że na bieżąco będziemy się wzajemnie informować o potrzebach czy zmianach planu.

Czasem słyszy się o tym, że nie wszędzie plan porodu jest respektowany czy w ogóle brany pod uwagę... Możemy o to walczyć, powołać się na dokument prawny czyli Standardy Opieki Okołoporodowej (niestety obowiązują one do końca roku a co dalej, nie wiadomo).